Witam wszystkich Internautów odwiedzających moją stronę. Na imię mam Janusz, mieszkam w Polsce, jestem również obywatelem tego kraju.
W dniu 18 maja 1993r. uległem wypadkowi komunikacyjnemu, w wyniku, którego doszło do zmiażdżenia rdzenia kręgowego i złamania kręgów szyjnych na wysokości C2 i C3 ze złamaniem zęba obrotnika.
Na skutek wypadku doznałem urazu z porażeniem czterokończynowym i niewydolnością oddechową.
Krótko mówiąc mam tylko trzeźwo myślącą głowę i od 14 lat żyję biologicznie nienaturalnie, oddychając za pomocą respiratora. Jestem przeciętnym Polakiem i funkcjonuję w tym świecie przede wszystkim dzięki moim wspaniałym Rodzicom, którzy dla mnie są, gdy jest taka potrzeba, lekarzami, a na codzień rehabilitantami i masażystami i.t.p, a przede wszystkim 24-o godzinnymi opiekunami.
Mam nadzieję, że strona kolegom Internautom spodoba się i chętnie będziecie chcieli nawiązać ze mną kontakt.
Mijający weekend spędziłem aktywnie, uczestnicząc w imprezie klasowej. Pogoda dopisała nam rewelacyjnie. Po kilku kolejnych chłodnych i deszczowych dniach, na 3h przed spotkaniem zaczęło się przejaśniać, w następnych godzinach było już tylko coraz lepiej. Od początku czułem, że będzie dobra zabawa. Jak to na porządnej imprezie, nie zabrakło dobrej muzyki z płyt, gitary i napojów…Po trzech latach nauki, grupa, która się spotkała była zgrana i stworzyła przyjemną, swojską atmosferę. Na tym dniu nie skończyły się moje wzniosłe emocje. Następnego dnia wybrałem się z rodzicami i moją asystentką, na wycieczkę do czeskiej Karwiny. Pod takąfachową opieką, zwiedziłem rynek, posłuchałem folklorystycznej muzyki, a następnie udałem się do pobliskiego parku, w którym znajduje się ZOO. Jest to przepiękny, durzy teren. Zwiedzając wszystko można się zmęczyć, dlatego asystentce zaproponowałem rolki. Cały Park w Karwinie zwiedziłem holując K. za swoim wózkiem, zatrzymując się w miejscach, które chciałem uwiecznić zdjęciem fotograficznym. Wyobraźcie sobie faceta, który nie potrafi samodzielnie poruszać żadnym palcem. Mimo tej niepełnosprawności, steruje swój wózek ustami, jedzie tam gdzie ma ochotę i ciągnie za sobą asystentkę, która zastępuje mi niesprawne ręce. Moim zdaniem jest to fantastyczna filmowa scena. Spokojne wyjście na spacer i oglądanie świata, to już było, czytanie książki z opiekunem na spacerze, również. Teraz sięgnąłem po wyższe emocje. Jadąc przed siebie na najwyższych biegach, nie oglądając się. Mknąc do przodu, czując wiatr we włosach chciałem głośno krzyknąć z radości i wydawałem z siebie głośne juuuhhhuu!!! Cieszyłem się na maksa z tej chwili swojego życia bo pp skończonym spacerze na wiele godzin wracam do łóżka. Ogromnie się cieszę, że mogę teraz tak spędzać czas, że mam na to zdrowie i siły oraz osoby zapewniające mi opiekę na tak wysokim poziomie. Z siebie jestem dumny, że przy takiej niepełnosprawności potrafię stworzyć tak ciekawe chwile. W życiu piękne są tylko chwile, śpiewał "Ryszard Riedel".
Mijający weekend spędziłem aktywnie, uczestnicząc w imprezie klasowej. Pogoda dopisała nam rewelacyjnie. Po kilku kolejnych chłodnych i deszczowych dniach, na 3h przed spotkaniem zaczęło się przejaśniać, w następnych godzinach było już tylko coraz lepiej. Od początku czułem, że będzie dobra zabawa. Jak to na porządnej imprezie, nie zabrakło dobrej muzyki z płyt, gitary i napojów…Po trzech latach nauki, grupa, która się spotkała była zgrana i stworzyła przyjemną, swojską atmosferę. Na tym dniu nie skończyły się moje wzniosłe emocje. Następnego dnia wybrałem się z rodzicami i moją asystentką, na wycieczkę do czeskiej Karwiny. Pod takąfachową opieką, zwiedziłem rynek, posłuchałem folklorystycznej muzyki, a następnie udałem się do pobliskiego parku, w którym znajduje się ZOO. Jest to przepiękny, durzy teren. Zwiedzając wszystko można się zmęczyć, dlatego asystentce zaproponowałem rolki. Cały Park w Karwinie zwiedziłem holując K. za swoim wózkiem, zatrzymując się w miejscach, które chciałem uwiecznić zdjęciem fotograficznym. Wyobraźcie sobie faceta, który nie potrafi samodzielnie poruszać żadnym palcem. Mimo tej niepełnosprawności, steruje swój wózek ustami, jedzie tam gdzie ma ochotę i ciągnie za sobą asystentkę, która zastępuje mi niesprawne ręce. Moim zdaniem jest to fantastyczna filmowa scena. Spokojne wyjście na spacer i oglądanie świata, to już było, czytanie książki z opiekunem na spacerze, również. Teraz sięgnąłem po wyższe emocje. Jadąc przed siebie na najwyższych biegach, nie oglądając się. Mknąc do przodu, czując wiatr we włosach chciałem głośno krzyknąć z radości i wydawałem z siebie głośne juuuhhhuu!!! Cieszyłem się na maksa z tej chwili swojego życia bo pp skończonym spacerze na wiele godzin wracam do łóżka. Ogromnie się cieszę, że mogę teraz tak spędzać czas, że mam na to zdrowie i siły oraz osoby zapewniające mi opiekę na tak wysokim poziomie. Z siebie jestem dumny, że przy takiej niepełnosprawności potrafię stworzyć tak ciekawe chwile. W życiu piękne są tylko chwile, śpiewał "Ryszard Riedel".
Wczoraj miałem przyjemność obchodzić swoje kolejne, 35-te urodziny. Serdecznie dziękuje Wszystkim za życzenia, pamięć i tak trafione niespodzianki z tej okazji.
Mojej asystentce i sąsiadowi dziękuje za wspaniałego tor ta urodzinowego z akcentem motocyklowym oraz wspaniałą atmosferę jaką wspólnie wytworzyliśmy i pasjonujcą naukę gry na waltorni. Szkoda, że wspaniałe chwile tak szybko mijają. Róbmy zatem wszystko aby przeżyć ich jak najwięcej.
Jutro organizuje spotkanie klasowe oraz grilla na rekreacyjnym terenie firmy Prymat. Mam na to wszystko siły bo ludzie ostatnimi czasy mi sprzyjają.Inf. z FOTO zapodam w weekend.
Choć kasztanowce jeszcze nie zakwitły, rozpoczęły się egzaminy dojrzałości. Przez ostatnie dwa tyg. zdawałem egzaminy maturalne. To była wyjątkowa przygoda i przeżycie, do którego przygotowałem rewelacyjną formę zdrowotną i umysłową. Ogromny stres łapał mnie przed 5 maja. Chciałem się jeszcze douczyć angielskiego, powtórzyć matematykę lecz mój organizm buntował się. Łapała mnie mocna spastyczność i duszności, którą mogłem opanować jedynie dodatkową dawką leków. W tej sytuacji najrozsądniejszym postąpieniem było stworzenie sobie i bliskim sytuacji, w których można się zrelaksować. Wyjazd na koncert G. Turnała i A. Sikorowskiego „Pasjans we dwoje” okazał się doskonałym pomysłem. Powtarzałem sobie słowa nauczyciela Języka Angielskiego, który stwierdził, że przez ostatnie dwa lata pracy z nim zrobiłem ogromny postęp. Ta myśl dodawała mi otuchy. Przygotowanie dobrej kondycji było równie ważne jak przygotowanie edukacyjne. Drugi stres złapał mnie przed ostatnim egzaminem z Języka Polskiego. Mój nauczyciel polonista powtarzał często, że nie ma cienia wątpliwości, że zdam egzamin ustny, tylko zastanawia się na ile procent go zaliczę. Zrobiłem 100% i przeszliśmy na Ty. W tych przypadkach motywacja pozytywna świetnie się sprawdziła.
Największe zmęczenie odczułem po egzaminie z matematyki. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że wymawianie cyfr i znaków ze zrozumieniem, do zapisującego moje słowa nauczyciela nie będzie łatwe. Stopień trudności wszystkich tegorocznych egzaminów maturalnych, w moim odczuciu oceniam jako średnio - trudny. O wiele trudniejsze jest pokonanie przeszkód związanych z niepełnosprawnością. Napisanie jednego pełnego zdania ustami zajmuje mi kilkanaście minut, zdrowemu człowiekowi wykorzystującemu wszystkie palce kilkanaście sekund. Dlatego moim założeniem wybierając temat „ Zdążyć przed Panem Bogiem" Hanny Krall, było narzucenie takiego tępa pisania w odpowiednim czasie, aby zdążyć napisać wypracowanie na minimum 250 słów, by mogło być klasyfikowane przez komisje. Podczas egzaminu na Języku Polskim wykorzystałem do ostatniej minuty swój czas pisania. Jestem zadowolony z tego co napisałem, jak i z odpowiedzi na pytania. Zachęcam wszystkie osoby niepełnosprawne do podejmowania takich wyzwań jeśli tylko mają taką możliwość. Nie kalkulujmy w sposób „damy radę, czy nie!”. Jedno jest pewne, przystępując do matury i uzyskując słabsze wyniki, spowodowane naszymi ograniczonymi możliwościami ruchowymi nie skompromitują nas. Sama decyzja rozpoczęcia szkoły i ukończenie jej, jest ogromnym osiągnięciem. Często niemożliwe staje się możliwe, gdy się próbuje. Piszę to do Was ze 100% przekonaniem bo nie jestem człowiekiem niskich lotów i staram się wziąć od życia tyle ile można w tym stopniu niepełnosprawności.
Podzieliłem się z Wami moimi kolejnymi dobrymi wiadomościami. Będzie ich więcej, ale gdy pojawią się mniej optymistyczne tematy, również je opiszę.
Ukończyłem Liceum dla dorosłych, mam teraz średnie wykształcenie.
30-go kwietnia ukończyłem edukację w Liceum dla dorosłych, w Zespole Szkół nr 7 w JastrzębiuZdroju. Przy tej okazji, cała klasa po raz ostatni spotkała się w komplecie. Przed uroczystym wręczeniem świadectw. Krótką przemowę wygłosiła dyrekcja szkoły oraz wychowawca klasy, tak aby nie przedłużać oficjalnej części spotkania. Pogoda rewelacyjnie nam dopisała, a kontynuacja uroczystości została przeniesiona pod parasol pubu położonego w pobliżu naszej szkoły. W moim przypadku znaczenie „nasza szkoła”nabrała szczególne znaczenie. W tej szkole, w 1981r. rozpoczynałem swoją przygodę ze szkolnictwem. Historia często zatacza koło co w moim przypadku się potwierdza. Jestem szczęśliwy i dumny ze zdobycia średniego wykształcenia z tak dobrą średnią ocen. Biorąc pod uwagę mój stopień niepełnosprawności jest to dla mnie wielki sukces, który mógł być osiągnięty tylko dzięki pomocy i zaangażowaniu się innych osób. Dziękuje również tym wszystkim, którzy wątpili we mnie gdy rozpoczynałem naukę, bądź uważali, że się wygłupiam podejmując kolejną, odważną decyzję w moim życiu. Wy też na swój sposób wzmacnialiście mnie w osiągnięciu wyznaczonego przez siebie celu.
W dalszej części podziękowania i zdjęcia z rozdania świadectw oraz imprezy :)
W pierwszej kolejności pragnę podziękować rodzicom za przygotowanie mojego ciała na spotkania z wykładowcami. Zawsze byłem obrócony na prawym lub lewym boku, po to, by podczas lekcji utrzymywać kontakt wzrokowy z prowadzącym wykłady nauczycielem. Przed zajęciami starannie mnie oklepywali, odsysali tak, aby w trakcie lekcji było jak najmniej przerw technicznych. Dla nich był to dodatkowy obowiązek, na który wyrazili zgodę bo żaden sukces nie przychodzi bez wyrzeczeń i poświęceń. Dziękuje dyrekcji szkoły za umożliwienie indywidualnego toku nauczania, wspólne rozwiązywanie bieżących problemów, organizację egzaminów semestralnych oraz formalności związanych z maturą. Po doświadczeniach ze mną, Szkoła nr 7 w Jastrzębiu Zdroju jest przygotowana na przyjęcie kolejnych uczniów z najwyższym stopniem niepełnosprawności fizycznej. Ze szczerego serca dziękuje władzom miasta Jastrzębie Zdrój, naczelnik miasta, za szczególne podejście ze zrozumieniem, abym mógł osiągnąć swój wymarzony od lat cel. Mam w pamięci rozmowę z Panią naczelnik Elfrydą Bielaszką, w której dotarłem do jej uczuć i serca przekonując do wsparcia mnie i pomocy w rozpoczęciu szkoły. Dziękuje dyrekcjiMOPS w Jastrzębiu Zdroju za sfinansowanie mojej nauki i opłacenie nauczycieli. Najlepszym dowodem na to, że warto było, jest moje świadectwo oraz uzyskane wyniki. Jestem wdzięczny nauczycielom za chęć pomocy w kontynuowaniu szkoły. Indywidualne prowadzenie lekcji ze mną różniło się od waszej codziennej pracy w szkole, mimo to chętnie do mnie przychodziliście. Dziękuje wszystkim moim opiekunom, asystentkom za przygotowanie do zajęć, pomoc w przytrzymywaniu na wysokości mojego wzroku notatek, za czytanie książek, wypożyczanie lektur oraz ich wspólne omawianie. Jestem wdzięczny wszystkim ludziom, za jakąkolwiek bezinteresowną pomoc , kolegom i koleżankom z sieci, którzy uczyli się ze mną przez Internet. Elza lekcje informatykii WOS- u z Tobą na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Na koniec dziękuje mojej sąsiadce Paulinie z 3-go piętra, nauczycielce matematyki. Pokazałaś mi, że mata jest fantastyczna i ile radości można mieć z tego gdy się „czai bazę” lub zdobywa swoje „mistrzostwo świata” rozwiązując kolejne skomplikowane równanie. Do sąsiadów matematyków z bloku mam wyjątkowe szczęście. Krzysztof dziękuje za cierpliwość i dokładne tłumaczenie zadań ze zrozumieniem.
Przygotowanie do pierwszego po tak długiej przerwie w Polskim szkolnictwie, egzaminu maturalnego z matematyki mam dobre. Sposób zdawania będzie eksperymentalny. Każdą cyfrę, znak ,działanie muszę podyktować nauczycielowi wspomagającemu, który na pewno nie będzie matematykiem. Oprócz 3-y osobowego składu komisji u mnie w pokoju, cały przebieg egzaminu będzie rejestrowany na dyktafonie, tak aby Okręgowa Komisja Edukacyjna w Jaworznie miała niepodważalny dowód na to, że w wszystko co zostało zapisane sam podyktowałem. Oprócz logicznego myślenia muszę używać matematycznego języka, aby być dobrze zrozumianym, a samo wysławianie się językiem matematycznym jest trudne. Przy cięższej wymowie na wdechach, które wtłacza respirator i rurce tracheotomii nie wiem jak fizycznie sobie poradzę. Podejmuję to wyzwanie z ogromnym entuzjazmem i optymizmem nie mając nic do stracenia. Jeśli dam radę sprostać trudom i wymaganiom maturalnym będę ogromnie szczęśliwy. Świadectwo dojrzałości może otworzyć mi furtkę na kolejne wyzwania, studia. Jaki kierunek, dzisiaj jeszcze nie wiem. Swoje myśli i plany będę mógł precyzować pod koniec czerwca gdy poznam wyniki. Teraz odczuwam smutek po ukończeniu szkoły bo wraz ze szkołą skończył się jeden ze sposobów na moje życie, z którego czerpałem ogromną siłę.