vps z directadmin
ARS BENE MORIENDI
"Zurich staje się europejską stolicą śmierci", "Nadchodzi 'cywilizacja śmierci'", "W Europie działa już turystyka samobójcza", czytamy w artykule zatytułowanym "Śmierć po szwajcarsku". Artykuł napisany jest w sensacyjnym tonie, jedno dramatyczne zdanie pogania drugie, czytelnika renomowanego pisma znad Wisły ogarnia zgroza i przerażenie, włos się na głowie jeży: No, tak, doczekaliśmy się, nadchodzi epoka "śmierci na życzenie". Ale czy aby? Artykuł napisany jest poniżej poziomu pisma, w którym się znalazł, a "śmierć po szwajcarsku" tak naprawdę od środka wygląda zupełnie inaczej, niż się wydaje. Przy okazji warto się również zastanowić, jak wygląda wobec tego "śmierć po polsku" w analogicznej sytuacji, tak dla zachowania proporcji.

Ciotka mojego szwajcarskiego męża, a raczej ciocia-babcia (rocznik 1907), była osobą wszechstronnie wykształconą. Z zawodu psycholog, jeszcze w wieku osiemdziesięciu lat pracowała, publikowała artykuły, dużo podróżowała, prowadziła ożywione życie towarzyskie. W wieku siedemdziesieciu kilku lat zrealizowała sobie szalone marzenie z młodości, samotną podróż koleją transsyberyjską w czasach, gdy przemierzanie Związku Radzieckiego związane było z dużymi niedogodnościami. Swoją drogą, że znajomość języka rosyjskiego z okresu młodości, gdy w Europie pojawili się uciekający przed rewolucją Rosjanie, okazała się pół wieku później bardzo pomocna. A ciotka miała dobrą pamięć, należała do ludzi światłych, otwartych, postępowych i chłonnych wiedzy. Jednak w ostatniej dekadzie wieku XX zaczęła wyraźnie niedomagać, powoli wycofywała sie z życia publicznego, więcej czasu spędzała u lekarzy, a nawet w szpitalach, a wizyty u niej nie przeciągały się już do późna w nocy. Choć poczucie humoru nie opuszczało jej nigdy, a zainteresowanie bieżącymi sprawami nie malało, ciotka wyraźnie żegnała się z życiem. Aż któregoś razu dostaliśmy zaproszenie na uroczystą kolację. Było to w czerwcu 1997 roku. Wiedzieliśmy, że będzie to ostatnia kolacja w eleganckim mieszkaniu na Górze Zuryskiej z ogromnym tarasem z widokiem na Zuryskie Jezioro z Alpami na horyzoncie: ciotka powiadomiła wszystkich na zaproszeniu, że zamierza dzień później pożegnać się z życiem. Pomocną w tym przedsięwzięciu miała być organizacja "Exit", do której ciotka należała od samych jej początków. Kolacja była pyszna a nastrój wyborny. Ciotka, choć była już bardzo krucha i drobna, nadal miała silny głos i dumną postawę, była damą w każdym calu. Pod koniec kolacji na osiem osób (na deser były świeże truskawki z lodami waniliowymi i bitą śmietaną, uwielbialiśmy ciotczyne słodkości) powiedziała nam kilka słów uzasadniających jej decyzję po czym każdemu z gości dała coś osobistego na pamiątkę. Kilka dni później spotkaliśmy się wszyscy na pogrzebie. Oczywiście było nam strasznie smutno, to była wspaniała kobieta, wspaniały człowiek, jej śmierć była dla nas wielką stratą, płakaliśmy, opłakujemy ją do dziś. Ale równocześnie wiedzieliśmy, że decyzja ciotki była przemyślana, że wszystko odbyło się zgodnie z jej życzeniem. że nie chciała cierpieć ponad miarę, nie chciała być niedołężna, kończyć życia w szpitalu, być ciężarem dla siebie i innych. To ona, ona sama przecież popierała ćwierć wieku wcześniej ideę założenia organizacji wspomagającej "łagodne odejście z tego świata", "godną śmierć na życzenie", jeśli nie ma już żadnej perspektywy, żadnej szansy, żadnej nadziei. Z inicjatywy takich ludzi powstała w Szwajcarii organizacja "Exit". Rówieśniczka ciotki, pani Iris von Roten, prawniczka i malarka, jedna z pierwszych feministek w Szwajcarii, autorka głośnej rozprawy z patriarchatem zatytułowanej "Kobiety w kojcu", dzieła z roku 1957, nie miała tyle szczęścia. Chora i prawie niewidoma, wybrała śmierć przez powieszenie, bo nikt nie mógł jej pomóc. Choć w roku 1990, roku jej śmierci, organizacja "Exit" już istniała, procedury korzystania z pomocy organizacji ciągle były zbyt skomplikowane i trwały zbyt długo. Dziś "śmierć na życzenie" jest w Szwajcarii przez wielu traktowana jako rzecz naturalna, aktualnie "Exit" liczy sobie około 4000 członków. Ludzie przekonują się bez histerii, że jest to jeden z możliwych sposobów na pożegnanie się z tym światem, pożegnanie, które przecież tak czy inaczej musi nastąpić. Dla ludzi naprawdę ciężko chorych taka opcja jest paradoksalnie zbawcza: świadomość skorzystania z niej daje siłę do przetrwania bólu. W razie gdyby był naprawdę długotrwały i niemożliwy do wytrzymania, istnieje ten ostatni ratunek.

A jak to wygląda w Polsce? O organizacji wspomagającej godną śmierć jeszcze się nawet nie śni. Ale czy nie należałoby o tym pomyśleć? Polska jest wprawdzie krajem katolickim a kościół katolicki kategorycznie nie akceptuje śmierci samobójczej, ale przecież Polska jest także krajem tolerancyjnym, w którym żyją ludzie różnych wyznań, a także ateiści, agnostycy, niewierzący po prostu... więc...? Bo spójrzmy jak to wygląda w Polsce. Na początku marca 2006 w prasie pojawiły się artykuły o śmierci katowickiej graficzki Joanny K., zamordowanej na życzenie przez jej przyjaciółkę Annę S. Wprawdzie szczegóły tego dramatycznego wydarzenia, którego jedynym świadkiem jest Anna S. właśnie, ostatecznie ustala prokuratura, niemniej jednak wiele wskazuje na to, że Anna S., która tak czy inaczej będzie odpowiadała za morderstwo, mówi prawdę. U Joanny K. kilka lat wcześniej zdiagnozowano stwardnienie rozsiane (MS). Nie jest to choroba śmiertelna wprawdzie, ale prowadzi do pogłębiającej się niedołężnosci, kalectwa, wózka inwalidzkiego... to od strony fizycznej. Jeszcze gorzej ma się sprawa od strony psychicznej. Niektórzy chorzy mają mimo choroby dość pogody i hartu ducha, żeby żyć dalej. Ale część chorych traci sens życia. Tak było z Joanną. Nie była w stanie utrzymać kubka z herbatą w ręku, nie mówiąc o ołówku, pędzlu... a przecież była malarką. Nie chodziła już. Czuła się coraz gorzej. Fizycznie i psychicznie. Leki antydepresyjne nie pomagały. Na swoje 39. urodziny Joanna postanowiła poprosić swoją najbliższą przyjaciółkę o pomoc w rozstaniu się z życiem. Tylko jak to zrobić? Jak coś takiego zrobić? Trucizna byłaby jeszcze najłagodniejszą z form, ale skąd ją wziąć? O czym przyjaciółki mówiły ze sobą przed śmiercią jednej z nich, nie wiadomo tak naprawdę, dość na tym, że Anna najpierw próbowała Joannę udusić, a gdy to okazało się zbyt trudne, zabiła ją kuchennym nożem. I tym samym stała się morderczynią, która wiele lat spędzi w więzieniu. Będzie tam żyła ze wspomnieniami najprawdziwszego w świecie, okrutnego, krwawego morderstwa popełnionego na swojej przyjaciółce.

Ta "śmierć po polsku" jest oczywiście wyjątkiem. Powiedzmy sobie tak: mało kto ma tak oddaną przyjaciółkę. A ile jest osób naprawdę tak bardzo cierpiących, że skorzystanie z pomocy organizacji typu "Exit" byłoby dla nich błogosławieństwem, tego nie wie nikt. Jednak statystycznie rzecz biorąc, mogłoby ich być nie tak mało, zważywszy liczbę ludności Szwajcarii (7 milionów) i Polski (40 milionów) nawet przy uwzglednieniu różnic w wierze. Protestantyzm Szwajcarów pozwala na swobodniejsze podejście do decydowania o swoim własnym życiu i śmierci, niż katolicyzm Polaków. Mimo to spodziewam się, że i w Polsce mogłyby być takie ciotki, jak ciotka H., których świadomość pozwoliłaby im w razie czego podjąć decyzję tak odpowiedzialną. Nie przymierzając, choćby ja! Zwolenniczka "sztuki dobrego umierania", pięknej śmierci.
Elżbieta Binswanger-Stefańska, Kraków

"Zurich staje się europejską stolicą śmierci", "Nadchodzi 'cywilizacja śmierci'", "W Europie działa już turystyka samobójcza", czytamy w artykule zatytułowanym "Śmierć po szwajcarsku". Artykuł napisany jest w sensacyjnym tonie, jedno dramatyczne zdanie pogania drugie, czytelnika renomowanego pisma znad Wisły ogarnia zgroza i przerażenie, włos się na głowie jeży: No, tak, doczekaliśmy się, nadchodzi epoka "śmierci na życzenie". Ale czy aby? Artykuł napisany jest poniżej poziomu pisma, w którym się znalazł, a "śmierć po szwajcarsku" tak naprawdę od środka wygląda zupełnie inaczej, niż się wydaje. Przy okazji warto się również zastanowić, jak wygląda wobec tego "śmierć po polsku" w analogicznej sytuacji, tak dla zachowania proporcji.

Ciotka mojego szwajcarskiego męża, a raczej ciocia-babcia (rocznik 1907), była osobą wszechstronnie wykształconą. Z zawodu psycholog, jeszcze w wieku osiemdziesięciu lat pracowała, publikowała artykuły, dużo podróżowała, prowadziła ożywione życie towarzyskie. W wieku siedemdziesieciu kilku lat zrealizowała sobie szalone marzenie z młodości, samotną podróż koleją transsyberyjską w czasach, gdy przemierzanie Związku Radzieckiego związane było z dużymi niedogodnościami. Swoją drogą, że znajomość języka rosyjskiego z okresu młodości, gdy w Europie pojawili się uciekający przed rewolucją Rosjanie, okazała się pół wieku później bardzo pomocna. A ciotka miała dobrą pamięć, należała do ludzi światłych, otwartych, postępowych i chłonnych wiedzy. Jednak w ostatniej dekadzie wieku XX zaczęła wyraźnie niedomagać, powoli wycofywała sie z życia publicznego, więcej czasu spędzała u lekarzy, a nawet w szpitalach, a wizyty u niej nie przeciągały się już do późna w nocy. Choć poczucie humoru nie opuszczało jej nigdy, a zainteresowanie bieżącymi sprawami nie malało, ciotka wyraźnie żegnała się z życiem. Aż któregoś razu dostaliśmy zaproszenie na uroczystą kolację. Było to w czerwcu 1997 roku. Wiedzieliśmy, że będzie to ostatnia kolacja w eleganckim mieszkaniu na Górze Zuryskiej z ogromnym tarasem z widokiem na Zuryskie Jezioro z Alpami na horyzoncie: ciotka powiadomiła wszystkich na zaproszeniu, że zamierza dzień później pożegnać się z życiem. Pomocną w tym przedsięwzięciu miała być organizacja "Exit", do której ciotka należała od samych jej początków. Kolacja była pyszna a nastrój wyborny. Ciotka, choć była już bardzo krucha i drobna, nadal miała silny głos i dumną postawę, była damą w każdym calu. Pod koniec kolacji na osiem osób (na deser były świeże truskawki z lodami waniliowymi i bitą śmietaną, uwielbialiśmy ciotczyne słodkości) powiedziała nam kilka słów uzasadniających jej decyzję po czym każdemu z gości dała coś osobistego na pamiątkę. Kilka dni później spotkaliśmy się wszyscy na pogrzebie. Oczywiście było nam strasznie smutno, to była wspaniała kobieta, wspaniały człowiek, jej śmierć była dla nas wielką stratą, płakaliśmy, opłakujemy ją do dziś. Ale równocześnie wiedzieliśmy, że decyzja ciotki była przemyślana, że wszystko odbyło się zgodnie z jej życzeniem. że nie chciała cierpieć ponad miarę, nie chciała być niedołężna, kończyć życia w szpitalu, być ciężarem dla siebie i innych. To ona, ona sama przecież popierała ćwierć wieku wcześniej ideę założenia organizacji wspomagającej "łagodne odejście z tego świata", "godną śmierć na życzenie", jeśli nie ma już żadnej perspektywy, żadnej szansy, żadnej nadziei. Z inicjatywy takich ludzi powstała w Szwajcarii organizacja "Exit". Rówieśniczka ciotki, pani Iris von Roten, prawniczka i malarka, jedna z pierwszych feministek w Szwajcarii, autorka głośnej rozprawy z patriarchatem zatytułowanej "Kobiety w kojcu", dzieła z roku 1957, nie miała tyle szczęścia. Chora i prawie niewidoma, wybrała śmierć przez powieszenie, bo nikt nie mógł jej pomóc. Choć w roku 1990, roku jej śmierci, organizacja "Exit" już istniała, procedury korzystania z pomocy organizacji ciągle były zbyt skomplikowane i trwały zbyt długo. Dziś "śmierć na życzenie" jest w Szwajcarii przez wielu traktowana jako rzecz naturalna, aktualnie "Exit" liczy sobie około 4000 członków. Ludzie przekonują się bez histerii, że jest to jeden z możliwych sposobów na pożegnanie się z tym światem, pożegnanie, które przecież tak czy inaczej musi nastąpić. Dla ludzi naprawdę ciężko chorych taka opcja jest paradoksalnie zbawcza: świadomość skorzystania z niej daje siłę do przetrwania bólu. W razie gdyby był naprawdę długotrwały i niemożliwy do wytrzymania, istnieje ten ostatni ratunek.

A jak to wygląda w Polsce? O organizacji wspomagającej godną śmierć jeszcze się nawet nie śni. Ale czy nie należałoby o tym pomyśleć? Polska jest wprawdzie krajem katolickim a kościół katolicki kategorycznie nie akceptuje śmierci samobójczej, ale przecież Polska jest także krajem tolerancyjnym, w którym żyją ludzie różnych wyznań, a także ateiści, agnostycy, niewierzący po prostu... więc...? Bo spójrzmy jak to wygląda w Polsce. Na początku marca 2006 w prasie pojawiły się artykuły o śmierci katowickiej graficzki Joanny K., zamordowanej na życzenie przez jej przyjaciółkę Annę S. Wprawdzie szczegóły tego dramatycznego wydarzenia, którego jedynym świadkiem jest Anna S. właśnie, ostatecznie ustala prokuratura, niemniej jednak wiele wskazuje na to, że Anna S., która tak czy inaczej będzie odpowiadała za morderstwo, mówi prawdę. U Joanny K. kilka lat wcześniej zdiagnozowano stwardnienie rozsiane (MS). Nie jest to choroba śmiertelna wprawdzie, ale prowadzi do pogłębiającej się niedołężnosci, kalectwa, wózka inwalidzkiego... to od strony fizycznej. Jeszcze gorzej ma się sprawa od strony psychicznej. Niektórzy chorzy mają mimo choroby dość pogody i hartu ducha, żeby żyć dalej. Ale część chorych traci sens życia. Tak było z Joanną. Nie była w stanie utrzymać kubka z herbatą w ręku, nie mówiąc o ołówku, pędzlu... a przecież była malarką. Nie chodziła już. Czuła się coraz gorzej. Fizycznie i psychicznie. Leki antydepresyjne nie pomagały. Na swoje 39. urodziny Joanna postanowiła poprosić swoją najbliższą przyjaciółkę o pomoc w rozstaniu się z życiem. Tylko jak to zrobić? Jak coś takiego zrobić? Trucizna byłaby jeszcze najłagodniejszą z form, ale skąd ją wziąć? O czym przyjaciółki mówiły ze sobą przed śmiercią jednej z nich, nie wiadomo tak naprawdę, dość na tym, że Anna najpierw próbowała Joannę udusić, a gdy to okazało się zbyt trudne, zabiła ją kuchennym nożem. I tym samym stała się morderczynią, która wiele lat spędzi w więzieniu. Będzie tam żyła ze wspomnieniami najprawdziwszego w świecie, okrutnego, krwawego morderstwa popełnionego na swojej przyjaciółce.

Ta "śmierć po polsku" jest oczywiście wyjątkiem. Powiedzmy sobie tak: mało kto ma tak oddaną przyjaciółkę. A ile jest osób naprawdę tak bardzo cierpiących, że skorzystanie z pomocy organizacji typu "Exit" byłoby dla nich błogosławieństwem, tego nie wie nikt. Jednak statystycznie rzecz biorąc, mogłoby ich być nie tak mało, zważywszy liczbę ludności Szwajcarii (7 milionów) i Polski (40 milionów) nawet przy uwzglednieniu różnic w wierze. Protestantyzm Szwajcarów pozwala na swobodniejsze podejście do decydowania o swoim własnym życiu i śmierci, niż katolicyzm Polaków. Mimo to spodziewam się, że i w Polsce mogłyby być takie ciotki, jak ciotka H., których świadomość pozwoliłaby im w razie czego podjąć decyzję tak odpowiedzialną. Nie przymierzając, choćby ja! Zwolenniczka "sztuki dobrego umierania", pięknej śmierci.
Elżbieta Binswanger-Stefańska, Kraków

Komentarze
#11 | korin dnia 14.04.2007 17:58
No i właśnie - 70% ludzi????!!!! Jeśli dajesz taki przykład proszę o źródło i o to jak zostały przeprowadzone badania i w ogóle o co chodzi, czy badania zrobione zostały przez zainteresowanych propagowaniem eutanazji czy przez specjalistyczną instytucję???. Czy chodzi o to, że 70% samobójców prosi o pomoc? Czy chodzi o to, że 70% populacji cierpiącej prosi o pomoc w samobójstwie?? Czy być może też 70% ludzi to po prostu Szwajcarzy wszyscy?
Ja znam osobę pracująca w hospicjum i nikt ją nie poprosił jeszcze o śmierć, mimo ze pracuje już tam ponad 10 lat.
#12 | morsik dnia 14.04.2007 18:16
Witam.
Już prostuję moją wypowiedź. Ok. 70% osób (tj. osób bardzo cierpiących, chorych nieuleczalnie, a nawet w terminalnym stanie), którzy proszą o pomoc w umieraniu w momencie jak uzyskują zgodę decydują się żyć dalej. Czyli jest tak jak w komentowanej wypowiedzi: "Dla ludzi naprawdę ciężko chorych taka opcja jest paradoksalnie zbawcza". Taka opcja, czyli możliwośc ewentualnego skorzystania z pomocy w umieraniu wrazie niemożności dalszego znoszenia bólu. Ludzie bardzo często są w stanie doczekać naturalnej śmierci ale wolą wiedzieć, że ewntualnie mogą skorzystać z takiej pomocy. To są dane z kongresu szwjcarskich lekarzy nt. samobójstwa wspomaganego, który odbył się w 2004 roku. W moim ostatnim poście w temacie eutanazja umieściłam link, pod którym dostępna jest wypowiedź holenderskiego lekarza, który powiedział, że to na co najczęsiej narzekają ludzie to jest: całkowite bądź znaczne uzależnienie od innych, o bólu mówi 30%. Ludzie, którzy byli samodzielni, aktywni i niezależni chcą decydować także o swojej śmierci. Ja uważam, że mają do tego prawo, co nie znaczy, że w każdym przypadku należy natychmiast wykonać eutanazję celem niesienia ulgi. Uważam, że każdy przypadek jest indywidualny ale człowiek powinien mieć prawo wyboru.
Pozdrawiam
#13 | korin dnia 15.04.2007 17:40
Czyli chcesz mi powiedzieć, ze te 70% ludzi poczuło ulgę bo ich nadzieją była eutanazja i jak już uzyskali zgodę to zrezygnowali
z samobójstwa, stanęli nad przepaścią, nie zdecydowali się skoczyć i w tym momencie poczuli ulgę, paradoksalne zbawienie jak pisze autor?. W mojej opinii jest nieco inaczej: w obliczu ostatecznej decyzji o śmierci większość na nią się nie decyduje, gdyż w tej ostatniej chwili dobrze widzą, że TO NIE JEST WYJŚCIE, pozostałe 28% z 30% którzy mimo, że widzą, że TO NIE JEST WYJŚCIE giną, bo już zabrnęli za daleko, wypełnili zbyt wiele PAPIERKÓW, dostali zgodę i nie mają odwagi cofnąć się WIĘC SKACZĄ r11; o te 30% walczą przeciwnicy zalegalizowania eutanazji, tacy jak ja. 70% szczęśliwców: dzięki wspaniałomyślnemu systemowi muszą cofnąć się o milę wstecz, aby zacząć szukać bardziej realnego zbawienia, innego rozwiązania, w innym miejscu i mają poczucie, że ktoś im ukradł czas!Sad Oczywiście jest to ich wewnętrzne przeżycie, swój błąd duszą w sercu, szukając panicznie sami innego rozwiązania, innego sensu. Oczywiście zwolennicy eutanazji, nie mając argumentów na to, że zalegalizowanie eutanazji nie jest rozwiązaniem dla cierpiących wymyśla paradoksalne zbawienie zasilając tym zapożyczonym zwrotem własne wyobrażenia i aspiracje. Powiem Ci jedno, ten mechanizm, ta ślepa uliczka zostawia tych 70% nieszczęśników nad czarną przepaścią, część z nich będzie jeszcze na siłach cofnąć się o krok i znaleźć inną drogę. Pozostali mniej odważni, z ogromnym strachem w sercu, z brakiem sił do zmiany decyzji, popełnia samobójstwo, nie otrzymując pomocy takiej jak w głębi serca pragną otrzymaćSad To jest prawda, o tym wszystkim co tam się dzieje, to jest nieszczęście jakie daje legalizacja eutanazji, o ten los staracie się walczyć dla tych nieszczęśników, tyle można byłoby zrobić dobrego, tyle dać miłości dla tych ludzi, a my mówimy o EXIT, które jest niewyobrażalnym nieszczęściem dla 98% ludzi cierpiących i dla tych 2% też, tylko już po tamtej stronie. Bądźmy odpowiedzialni, zbadajmy to dokładnie, sfinansujmy całkowicie neutralne badania tej sytuacji i wtedy zdecydujmy czy eutanazja jest paradoksalnym błogosławieństwem czy jednak koszmarna tragedią złudzeń o życiu bez cierpienia wygenerowaną przez współczesną cywilizację. A co, jeśli swój cenny czas, te krótkie chwile życia poświęcacie na wdrożenie koszmarnej procedury, nie możecie przedstawić wiarygodnych dowodów, że tak nie jestSad Są wątpliwości, to nie jest takie oczywiste dla nikogo, tyle można zrobić dobrego co na 100% jest dobre, bez jakiegokolwiek cienia wątpliwości jest dobreSmile Ja wiem, że eutanazja jest zła, Was zwolenników tylko proszę, gdzieś słyszycie głos, że to jest samo zło, to jest czarna przepaść która tylko czeka na ludzkość, więc będąc racjonalistami nie ryzykujcie błędu, nikt Was nie namawia do zmiany decyzji, zbadajcie to tylko bardzo wiarygodnymi metodami, całkowicie neutralnie i wtedy bądźcie za lub nie, wtedy walczcie o swoje przekonania. Ale w tak ważnej sprawie, w tak decydującej sprawie o życiu, o duszy wielu innych istnień musicie być pewni, ze robicie dobrze, musicie wniknąć w najgłębsze zakamarki serca Tych wszystkich których to dotyczy, którzy stają nad przepaścią, nie możecie sugerować się subiektywnym wyobrażeniem, bo co jeśli jest zupełnie odwrotnie, na opak Sad
Przepraszam za zbyt długi tekst, po prostu pęka mi serce jak widzę tych ludzi, może coś to zmienir30;
#14 | morsik dnia 15.04.2007 17:58
Witaj.
Wiesz ja myślę, że my się chyba kompletnie nie rozumiemy. Odnoszę wrażenie, że żyjesz w przekonaniu, że ludzie proszący o eutanazję robią to bo: stracili sens życia i żyć im się już nie chcę albo nie mają siły do walki. Ja mówię o przypadkach ludzi cierpiących nieuleczalnie lub śmiertelnie chorych. Oni nie dostają zgody na eutanazję, bo ktoś ma takie "widzi misie". Tylko, jeżeli taką zgodę uzyskają to dlatego, że medycyna nie ma już dla nich pomysłu np. bóle neuropatyczne (występujące u 10-20% pacjentów np. w zaawansowanym stadium raka). Wybacz ale jeżeli ktoś 24 h na dobę nie odczuwa niczego poza bólem (morfina i nic nie pomaga) to myśl o eutanazji jest dla takiej osoby często zbawienna. I tak jest niezależnie od tego czy ktoś to rozumie czy nie
#15 | korin dnia 16.04.2007 20:38
Nie rozumiemy się ponieważ Ty jesteś przekonana, że myśl o eutanazji dla takiej osoby często jest zbawienna a ja jestem przekonany, że nie jest zbawienna i opieram się na rozmowach, doświadczeniach moich cierpiących przyjaciół. To jest jedyna różnica, oboje staramy się szukać pomocy osobom cierpiącym, ja uważam, że eutanazja nie daje poczucia bezpieczeństwa, Ty uważasz, że daje, ja uważam, że rozwiązania należy szukać w innym miejscu Ty uważasz, że już po kłopocie, że znalazłaś zloty środek - eutanazję. Ja proszę zbadaj to za pomocą wiarygodnych badań naukowych, bo być może brniemy w niewłaściwym kierunku i tracimy energię zamiast skutecznie pomagać.
#16 | morsik dnia 16.04.2007 21:02
Witaj.
Jestem przekonana, że myśl o eutanazji jest zbawienna dla części osób. Dla mnie przyznanie komuś prawa do eutanazji nie wyklucza niesienia mu dalszej pomocy. Nie wiemy jaka będzie ostateczna decyzja człowieka, który uzyska pomoc i którego jakość życia się polepszy. Jednakże mówienie komuś, że cierpienie jest piękne w momencie jak on z bólu krzyczy całymi dniami jest co najmniej zastanawiając i dla mnie po prostu nieludzkie.
Można robić jedno i drugi tj.: pomagać komuś, żeby jego życie stało się piękniejsze i jednocześnie dać mu możliwość wyboru jeżeli chce. Ja też mówię w oparciu o własne doświadczenia i obserwację. To już raczej temat na pw. Mam znajomych zagranicą (chorych na różne schorzenia). Niektórzy z nich uzyskali takie prawo i żyją mimo cierpienia. Ja nie widzę powodu, żeby kogoś zmuszać do życia wbrew jego woli. Uważam, że człowiek powinien mieć prawo do rozporządzania własnym życiem. Dla mnie to oznacza:
- należy ludziom pomagać, należy sprawiać żeby każdy dzień jawił im się jako piękny ale nie można nikomu zabrać prawa do decydowania o własnym życiu. Nie można go pozbawiać wolności wyboru i wpływu na własne życie.
Pozdrawiam
#17 | frater dnia 19.04.2007 01:16
Kochani spotykam wielu pielgrzymów na ziemi, i widzę, że BÓG doświadcza różne osoby po to by jak najkrótszą drogą trafiły do Nieba

jedni uświęcają się przez wychowanie dzieci, inni przez własne cierpienia, jeszcze inni przez pomoc potrzebującym, jeszcze inni przez ofiarę w zakonach klauzurowych, jeszcze inni przez życie pustelnicze, jeszcze inni przez nadmiar zbytków przez które ciężko im dojrzeć prawdziwe wartości i rozdają wszystko ubogim a sami stają się wolontariuszami, jeszcze inni przez służbę dla kraju czy danej społeczności, jeszcze inni przez pomoc niepełnosprawnym, jeszcze inni przez pomoc starszym rodzicom czy krewnym, jeszcze inni przez misje itp.


są i odstępstwa od tego, gdyż jest to bardzo trudna droga i błądzących jest ogrom
każda inna droga, niż ta do Świętości jest łatwiejsza
i wiele osób idzie na [b]łatwizną

bardzo wielu z nich niestety trafia do piekła

Pokój i Dobro[/b]
#18 | elza1974 dnia 02.07.2007 23:12
SadSadSadSadSadSadSadzastanawiam się co myślą o smierci Jana Pawła II zwolennicy Bóg widząc jak w ameryce zgodzono sie na sierć tej kobiety nie pamiętam imienia, (dokładnie w tym samym czasie Ojcec Święty zapadł mocno na zdrowiu) czy to nie był znak dla Świata jaką śmierć wybieramy, idąc na łatwiznę czy jak JPII do końca jak Chrystus, może potrzeba nam było to przypomnieć, całe zycie papieża było pełnieniem Woli Boga, On apelował o to by nie stosować eutanazji, myslę że nie mamy prawa niczego nikomu narzucać, ale to był Wideki Człowiek może warto nad tym się zastanowić dlaczego w tym samym czasie nastąpiłasmieć papieża, i tak dobitnie zagłuszyła smierć amerykanki, pisały tez o tym gazety, był o tym program w telewizji zdaje się ,,warto rozmawiać", każde życie jest inne, ale czy mamy prawo decydować o tym kto jak może umierać, czy to nie jest nadużycie, oddając głos za eutanzję w pośredni sposób decydujemy o godzinie smierci innych, jakim prawemSadSadSad
#19 | Volwo dnia 30.08.2007 13:39
Hmm, różnica w komentarzach spora.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [4 głosy]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]

KAWASAKI NINJA ZX-10


Zobacz ciekawy filmik


Nawigacja

bullet.gif Strona Główna
bullet.gif Artykuły
bullet.gif Galeria
bullet.gif Forum
bullet.gif Linki
bullet.gif Szukaj
bullet.gif Kontakt
bullet.gif Kategorie Newsów
bullet.gif Wymiana buttonów
bullet.gif Wymiana bannerów

bullet.gif Polityka Prywatności

bullet.gif PIERWSZA PRACA
bullet.gif Zaprzyjaźnione Strony


Strony Motocyklistów


Forum Śląskich Motocyklistów


Bielscy Motocykliści


Niezniszczalni



Ostatnie artykuły

bullet.gif Opis Świętoszka
bullet.gif Eutanazja - rozwiąza...
bullet.gif Pozostaje apel do su...
bullet.gif Belgia poszła śladam...
bullet.gif Kościoł, wiara...


Aktualnie online

bullet.gif Gości online: 2

bullet.gif Użytkowników online: 0

bullet.gif Łącznie użytkowników: 1,222
bullet.gif Najnowszy użytkownik: barbaralla92


Ostatnio widziani

bullet.gif estelligence 7 tyg.
bullet.gif Beata80 9 tyg.
bullet.gif Pieka 9 tyg.
bullet.gif eww15 tyg.
bullet.gif barbaralla9217 tyg.
bullet.gif oliwka2424 tyg.
bullet.gif protasso24 tyg.
bullet.gif yanusz26 tyg.
bullet.gif Divine JazOOn26 tyg.
bullet.gif olo28 tyg.


Losowe zdjęcia

33 wiosen ;)
33 wiosen ;)


Barcelona-52
Barcelona-52


- 49
- 49


.
.


Barcelona-8
Barcelona-8


To ja - :)
To ja - :)





Podwieszanie i ja w koszuli od 15l.
Podwieszanie i ja w koszuli od 15l.


Barcelona-46,
Barcelona-46,


Ziemia Święta.
Ziemia Święta.




Pomóżmy!

_blank



Licencja CC

Creative Commons License
Strona Janusza Świtaja i jej zawartość (oprócz silnika PHP-Fusion) jest dostępna na licencji:
Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska.


Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło


12 oddechów na minutę



Podziękowanie dla:



Podziękowania dla PKO BP SA

za odstąpienie od prowizji



Pliki Video

NOWE Pliki VIDEO - Janusz na spacerze



Audycje Radiowe

Audycja Radiowe do odsłuchania

 


Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

02.06.2017 20:25:56
Sto lat, sto lat Smile Wszystkiego najlepszego

15.04.2017 21:24:24
Wszystkim nowym i starym użytkownikom: Spokojnych, pogodnych Świąt Wielkanocnych. Wszystkiego Dobrego Smile

08.07.2016 18:53:53
HEj, "Miłość jako nasionko leśne z wiatrem szybko leci, ale gdy drzewem w sercu wyrośnie, to chyba razem z sercem wyrwać można. Miłość należy do kosmetyków, albowiem nieszczęśliwa wybiela, szczęśliwa - różuje." HS

07.07.2016 11:08:08
Hej, aj wakacje Wink "Woda - taka cicha Jak sen... Wiatr - lekko wzdycha Jak sen... Łódka - tak ucieka Jak sen... Myśl - tak daleka Jak sen... " MK

30.06.2016 22:27:21
Hej, "Ja ciebie kocham! Świat się zmienia, Zakwita szczęściem od tych słów, I tak, jak w pierwszych dniach stworzenia, Przybiera ślubną szatę znów!" AA

29.06.2016 23:19:42
Hej," Piękna moja, nie lękaj się tego, Ja za tobą gotowy pójść wszędzie, Gdzie ty będziesz, tam niebo me będzie, Aż to śmierci nie żądam inszego." JdB

27.06.2016 23:21:53
Hej, "A kiedy ćmy wieczorem o szyby łopocą A serce pierś rozrywa niespokojnym biciem - Czy wiesz, co mały świerszczyk gra w kominie nocą? Czy wiesz, że to bez ciebie życie nie jest życiem" BO

26.06.2016 23:24:48
Hej, "Gdy jesteś ze mną, Zawsze czuję się bogata." ELS

25.06.2016 22:53:32
Hej, "Długą dyskusję z durniem dorzeczna Dorota Wiodła, co jest ważniejsze, czy miłość, czy cnota: Tymczasem się ściemniło: gdy weszli rodzice, W dłoniach durnia dostrzegli Dorotę dziewicę" TBŻ

24.06.2016 17:25:12
Hej, "Ja byłem dzieckiem i ona była dzieckiem W tym nadmorskim królestwie; Lecz kochaliśmy się miłością, która była więcej niż miłością. Ja i moja Annabel Lee." EAP

23.06.2016 21:10:25
Hej, "Prózno cię patrzam w tym kole: Twoja, miły, rozkosz pole: A raczej źwierz leśny bijesz, Niż tańcujesz albo pijesz." JK

22.06.2016 22:07:12
" O nie erotyk nie może się skończyć rozpaczą są tacy co czytają i płaczą lepszy jest płacz z zazdrości" JC

21.06.2016 21:59:01
Hej, "Kiedy spojrzę, wszędzie ona, Człowiek od tych czarów skona, Lub sprawczynię musi dostać - Ach! gdyby dostać!" NŻ

20.06.2016 20:49:50
Hej, " Czerwiec lipiec i sierpień ciągną słoneczną strunę przed nagimi rozlewają nurt rzeki więc łodzie świętojański upalne muzyki płyną i wilgotny urok z łozin późna noc ja wiem na czarne brzegi szczęście znosi" JC

19.06.2016 00:05:29
ach, północ mnie zastała, to i niedziela już zagości "Szczęśliwa para: on robi to, co ona chce, i ona robi to, co ona chce." PA Wink